No tak mi jakos ostatnio jest...
Mutter mi sie "zepsuła", były akcje z pogotowiem i takie różne. Jakos tak się dzieje, że w tych najgorszych momentach to zawsze zostaję ze wszystkim sama, no ale pewnie tak juz musi być.
Piesiul nieszczęśliwy, bo zamiast o 8 rano to musi przed 7-mą zasuwać na spacerniak, a tak lubił sobie pospać, no ale trudno. Nawet mnie już nie dziwi, że te kolejne urodziny znowu miałam jakoś bardziej szare. Chyba zaczynam sie przyzwyczajać, bo nie mam na to wpływu. Na dzień dzisiejszyboje się tylko tego, ze pewnego dnia się obudzę i nie bedzie już Mutter, ale staram się o tym nie myślec zbyt często...
Na szczęście Mutter juz sie troche poprawia i rwie sie do wychodzenia w teren, a ja się boję o nią jak diabli. No, ale kiedyś musi zacząć wychodzić bez mojej pomocy... I oby jej pełna sprawność wróciła, bo jest koszmarnym i upartym pacjentem.
Obrazek na dzis jest taki, jak mój nastrój:
poniedziałek, 24 października 2011
wtorek, 4 października 2011
Tydzień na polu walki
No, niestety :(
ten tydzień w kołchozie zapowiada się na 3 albo i 4 wojne światową (jednak ten koniec świata w 2012 to chyba będzie)
Wszystkim totalnie odbija, walka o władze trwa (kurna, jaka władzę? bo to iluzja jest jedynie), plaga jakaś się panosi (plaga manii wyższości i olewania innych) a Niewidka z nielicznymi próbuje jakoś przetrwać (ilustracja poniżej - czyli walczymy z potworami)
ten tydzień w kołchozie zapowiada się na 3 albo i 4 wojne światową (jednak ten koniec świata w 2012 to chyba będzie)
Wszystkim totalnie odbija, walka o władze trwa (kurna, jaka władzę? bo to iluzja jest jedynie), plaga jakaś się panosi (plaga manii wyższości i olewania innych) a Niewidka z nielicznymi próbuje jakoś przetrwać (ilustracja poniżej - czyli walczymy z potworami)
P.S.
"Sucker" to film z dobra muzą, fajnymi obrazkami (taki duuuży teledysk) ino fabuła jakos kuleje, a szkoda, bo były szanse na cos lepszego. Ale obrazki ładne, bardzo ładne :)
czwartek, 29 września 2011
Jesień
Tak mi dzisiaj dziwnie jesiennie... jakas mała "Cholymelan" (jak w tytule jednej z moich ukochanych płyt) sie przyczepila i nie chce puscić, dlatego tylko obrazek będzie, mało pogodny ale z klimacikiem
mocno jesiennym...
mocno jesiennym...
środa, 28 września 2011
Azjatycko- amerykański wieczorek
Wczoraj mnie jakos naszło i pomiędzy jednym a drugim szkicem takich tam głupot z pogranicza fantastyki i czegos tam, zapuszczałam sobie horrorki w pakietach: azjatycki oryginał - amerykańska kopia. Po raz kolejny Azjaci okazali się lepsi ;) nawet Mutter stwierdziła, ze "Oko" (bo o "Dark water" i "Klatwie" to juz nie wspomnę) jest lepsze w wersji pierwotnej (dołączyła ok. 1 w nocy)
Pub w podwórku nie dawał jej spać i tak sobie siedziałyśmy do świtu, kiedy to ja do pracy, Mutter na spacer z Piesiulem i ogólnie nowy "wspaniały"dzień.
Dzisiaj na tapecie bedzie Almodovar, bo w piątek idziemy z Małą Mi na "Skórę...".
Kiedy zrobię te dwa zamówione rysunki, to nie wiem, chyba znowu po nocy ;)
No, ale ważne, że ktoś chce moje wypociny powiesic na ścianie :)
Pub w podwórku nie dawał jej spać i tak sobie siedziałyśmy do świtu, kiedy to ja do pracy, Mutter na spacer z Piesiulem i ogólnie nowy "wspaniały"dzień.
Dzisiaj na tapecie bedzie Almodovar, bo w piątek idziemy z Małą Mi na "Skórę...".
Kiedy zrobię te dwa zamówione rysunki, to nie wiem, chyba znowu po nocy ;)
No, ale ważne, że ktoś chce moje wypociny powiesic na ścianie :)
piątek, 23 września 2011
Piątkowo
Piątkowo, ale niestety przed pracujacą sobotą.
Pisac mi się specjalnie nie chce, dlatego dziś kilka fotek z mojej mieściny.
Pisac mi się specjalnie nie chce, dlatego dziś kilka fotek z mojej mieściny.
Jutro musze być w kołchozie na 7.30, a to boli, bardzo boli :(
wtorek, 20 września 2011
Typowa baba
Nowe buty, jakaś kiecka, cos na łapke i do października przyjdzie mi wegetować na resztkach po Piesiulu. No cóż, takie życie :( Wiem, że powinnam oszczędzać, ale jakoś tak nie mogłam się powstrzymać. No i jeszcze dwie książki w drodze i płyta.
Nadciąga bankructwo, czyli norma pod koniec miesiąca ;)
Nadciąga bankructwo, czyli norma pod koniec miesiąca ;)
poniedziałek, 19 września 2011
Nowy tydzień
No i pojechali, a mnie troszke smutno, jak zawsze. I jeszcze ta perspektywa Ich wybycia do tej całej Szkocji czy innej Walii... :(
Przy okazji Ich wizyty i gadania do późna, znowu zakiełkowała pewna idea na dodatkowy zarobek, ale ja ciągle jestem straszny cykor, choć wszelkie znaki na Niebie i Ziemi mówia, że powinnam przynajmniej spróbować... no moooże sie przemogę. Tak jak do zerwania z fajkami, bo ja dzisiaj mam pierwszy dzień bez papierosa jak kto ciekaw i to jest moje 4-te podejście, bo mnie już ten smród w chacie zaczął wnerwiać maksymalnie. No i dwóch papierosowych abstynentów (z Mutter to trzech) miałam ostatnio w domu, wiec siłą rzeczy się ograniczałam, a jak powiedział Pan Doktor:"to pierwszy krok w dobrą stronę" No może... Chociaż w sumie to kto silniejszy - fajki czy ja? No i proszków ani plastrów tez nie przewiduję, tylko zmianę diety - warzywka only, no serki też i glony, i tofu, i rybki (Pan Doktor zostawił wytyczne). Myślę, że i mojej Mutter z wysokim cholesterolem i ciśnieniem też zmiana diety sie przyda.
Trzymajcie za mnie kciuki !
A jak nie, to sama se potrzymam, a co! :)
No i teraz juz wiem, ze dzisiaj pod koniec dnia (zabieram pare rzeczy z pracy do zrobienia w domu :(
będe wyglądac jak własny cień. A wszystko przez to, ze moje oprogramowanie to troszeńke lepsze jest niz w kołchozie, ze już o łączu internetowym nie wspomnę, wiec często kończy się pracą po nocy w chacie, ale cóż, Dopóki sie nie zbuntuję, nie zapomnę o latach na bezrobociu i traumie jaką wtedy miałam, to pewnie nic sie nie zmieni. Chyba, że posłucham Ciotecznego i Pana Doktora ...
Ech, ile to pracy wymaga, żeby cos takiego zrobić... (zarówno komputer jak i oprawa zegarka)
Ale zaraz, ja mam taki zegarek w którym widac "wnetrzności", tylko go do zegarmistrza na przeglad musze oddać! Może cos z niego zrobię :)
Przy okazji Ich wizyty i gadania do późna, znowu zakiełkowała pewna idea na dodatkowy zarobek, ale ja ciągle jestem straszny cykor, choć wszelkie znaki na Niebie i Ziemi mówia, że powinnam przynajmniej spróbować... no moooże sie przemogę. Tak jak do zerwania z fajkami, bo ja dzisiaj mam pierwszy dzień bez papierosa jak kto ciekaw i to jest moje 4-te podejście, bo mnie już ten smród w chacie zaczął wnerwiać maksymalnie. No i dwóch papierosowych abstynentów (z Mutter to trzech) miałam ostatnio w domu, wiec siłą rzeczy się ograniczałam, a jak powiedział Pan Doktor:"to pierwszy krok w dobrą stronę" No może... Chociaż w sumie to kto silniejszy - fajki czy ja? No i proszków ani plastrów tez nie przewiduję, tylko zmianę diety - warzywka only, no serki też i glony, i tofu, i rybki (Pan Doktor zostawił wytyczne). Myślę, że i mojej Mutter z wysokim cholesterolem i ciśnieniem też zmiana diety sie przyda.
Trzymajcie za mnie kciuki !
A jak nie, to sama se potrzymam, a co! :)
No i teraz juz wiem, ze dzisiaj pod koniec dnia (zabieram pare rzeczy z pracy do zrobienia w domu :(
będe wyglądac jak własny cień. A wszystko przez to, ze moje oprogramowanie to troszeńke lepsze jest niz w kołchozie, ze już o łączu internetowym nie wspomnę, wiec często kończy się pracą po nocy w chacie, ale cóż, Dopóki sie nie zbuntuję, nie zapomnę o latach na bezrobociu i traumie jaką wtedy miałam, to pewnie nic sie nie zmieni. Chyba, że posłucham Ciotecznego i Pana Doktora ...
A, i jeszcze cos: dotarła wreszcie do mnie zamówiona płyta DOD (Diary Of Dreams jak kto nie w temacie) no i jestem w kropce... Ja rozumiem, ze trza trafic do szerszej widowni, ja rozumiem ,ze cos jakby koncept album, ale zeby tylko 3 , no w porywach 4 kawałki były OK ? (a w tym przypadku OK oznacza, ze da się słuchać częściej niż jeden raz, poprzednio tak nie było) Mam tylko nadzieje, że panu Adrianowi nie odbiło zupełnie i wróci na dobrą drogę. Ja bardzo lubię takie egzystencjalno - filozoficzne klimaty jakie dotąd tworzył. A na tej płycie to nawet te jego "gadane" fragmenty są tak miałkie, ze aż przykro.
Chyba sobie dzisiaj wieczorem przy pracy zapuszczę "Cholymelan" i 'Nigredo" na odtrutkę po "Ego :X"
A potem Abney Park, żeby mi się bardziej steampunkowo zrobiło :)A Steampunk to zupełnie osobny temat : sterowce, epoka parowa, roboty na parę, fantastyka i.. no chciałabym miec taki komputer :)
I taki zegarek też:
Ech, ile to pracy wymaga, żeby cos takiego zrobić... (zarówno komputer jak i oprawa zegarka)
Ale zaraz, ja mam taki zegarek w którym widac "wnetrzności", tylko go do zegarmistrza na przeglad musze oddać! Może cos z niego zrobię :)
czwartek, 15 września 2011
No wszystko nie tak...
No i co ja komu złego zrobilam? No Co!?
Znowu siedzę po godzinach, a miałam plany fajne i przyjemne na ten wieczór!
Ale przecież szefostwo wie lepiej, co to dla Niewidki dobre :
na cito plakaciki robimy - już lecę,
reklamka na przedwczoraj - spoko,
banerki na wczoraj -sie robi... noż kurde, ile można?
Co ja jestem jedna w tej firmie? Juz pisałam, że na Harrego Pottera to sie nie nadaję, a dzisiaj moja cheć mordu osiagnęła poziom szyczytowy, bo:
- pracuje w sobote (koleżanka musi na wycieczke, no miodzio! gdyby nie dzisiejsze nadgodziny :(
- Mutter lekko podziębiona więc serducho szaleje (po kaszlu zwłaszcza) Dobrze, że chociaż opieka lekarska na miejscu,
- gości mam, kochanych, zapowiedzianych i Piesiul szczęśliwy w cholerę - 2 facetów z nim łazi do parku, a nie na spacerniak, więc ma święto. Tych 2 facetów to mój kochany Cioteczny (artysta szalony) i jego Mąż (lekarz). I ja bym wolała z nimi jakieś głupie filmy ogladać, bawić sie z Piesiulem i pić dobre trunki i jeść pyszne jedzonko (Mąż Ciotecznego szaleje w kuchni :), niż siedzieć tu gdzie teraz musze być :(
No jasne, że chłopaki (tja, 40 + to jeszcze chłopaki :) mi jakies głupie MMS-y wysyłaja i podtrzymują na duchu, ale i tak wolałabym być już w domciu :(
I jeszcze na wystawy dwie mieliśmy iść dzisiaj... i Oni w sobote jadą do siebie, a potem w pazdzierniku wybywaja nach England, chyba forever :(
JA CHCĘ DO DOMU, ALE JUŻ!!!
A będe siedzieć w kołchozie do 20-tej, noż k.....wa mać!
Edit:
Uwielbiam Męża mojego Ciotecznego!
Dzieki Niemu dzisiaj po robocie na pocieszenie będa jakieś pyszne brokułki i "to" jako bonus
(zamiast wizyty w galerii mamy anime,do galerii pójdziemy jutro, czyli - jadą dopiero w niedziele !!!:)
"To" wyglada tak:
Znowu siedzę po godzinach, a miałam plany fajne i przyjemne na ten wieczór!
Ale przecież szefostwo wie lepiej, co to dla Niewidki dobre :
na cito plakaciki robimy - już lecę,
reklamka na przedwczoraj - spoko,
banerki na wczoraj -sie robi... noż kurde, ile można?
Co ja jestem jedna w tej firmie? Juz pisałam, że na Harrego Pottera to sie nie nadaję, a dzisiaj moja cheć mordu osiagnęła poziom szyczytowy, bo:
- pracuje w sobote (koleżanka musi na wycieczke, no miodzio! gdyby nie dzisiejsze nadgodziny :(
- Mutter lekko podziębiona więc serducho szaleje (po kaszlu zwłaszcza) Dobrze, że chociaż opieka lekarska na miejscu,
- gości mam, kochanych, zapowiedzianych i Piesiul szczęśliwy w cholerę - 2 facetów z nim łazi do parku, a nie na spacerniak, więc ma święto. Tych 2 facetów to mój kochany Cioteczny (artysta szalony) i jego Mąż (lekarz). I ja bym wolała z nimi jakieś głupie filmy ogladać, bawić sie z Piesiulem i pić dobre trunki i jeść pyszne jedzonko (Mąż Ciotecznego szaleje w kuchni :), niż siedzieć tu gdzie teraz musze być :(
No jasne, że chłopaki (tja, 40 + to jeszcze chłopaki :) mi jakies głupie MMS-y wysyłaja i podtrzymują na duchu, ale i tak wolałabym być już w domciu :(
I jeszcze na wystawy dwie mieliśmy iść dzisiaj... i Oni w sobote jadą do siebie, a potem w pazdzierniku wybywaja nach England, chyba forever :(
JA CHCĘ DO DOMU, ALE JUŻ!!!
A będe siedzieć w kołchozie do 20-tej, noż k.....wa mać!
Edit:
Uwielbiam Męża mojego Ciotecznego!
Dzieki Niemu dzisiaj po robocie na pocieszenie będa jakieś pyszne brokułki i "to" jako bonus
(zamiast wizyty w galerii mamy anime,do galerii pójdziemy jutro, czyli - jadą dopiero w niedziele !!!:)
"To" wyglada tak:
Tym sposobem już wiadomo, że Niewidka lubi wampirki ;)
Ciekawe ile odcinków wytrzymam ?
(Mąż Ciotecznego zawsze wozi ze soba lapka, a tam ma wiele ciekawych rzeczy :)
Jeszcze tylko godzinka i jestem WOLNA! do jutra :(
czwartek, 8 września 2011
Animal Planet
No nie mogłam się powstrzymać i musiałam wrzucić tu te fotki (zrobione wczoraj, niestety aparatem z telefonu, wiec jakość fatalna)
Piesiul o świcie bladym (no 6 rano była) a ja musiałam wstawać :(
Piesiul o świcie bladym (no 6 rano była) a ja musiałam wstawać :(
przyjaciele Piesiula odpoczywają o poranku.
Potem w tej samej konfiguracji odpoczywaja po południu,
i tylko zmieniają układ, żeby ładniej wygladać.
Czy ja już pisalam, że kocham koty?
Piesiul też, bo wychowany przez kocicę :)
Niewidka po powrocie z roboty została wyprowadzona na spacer :)
Piesiul w postawie "obserwator", chwile potem Niewidka prawie straciła przednie uzębienie jak ruszył nagle do przodu (ma uciąg skubaniec), telefon szcześliwie ocalał upadając na trawnik ;)
Zdjęć z wieczornego spaceru nie ma, bo aparat w komórce za słaby na takie eksperymenty :)
Dalszy ciąg Animal Planet kiedyś nastąpi. W planach są fotki kociej bandy zrobione "idioten kamerą",
powinny być ładniejsze niż to co tutaj :)
środa, 7 września 2011
Jarmark
Nareszcie mam czas, żeby napisać o tym co sie działo w sobote, a działo się oj działo.
Ale od początku:
w mojej mieścinie jak co roku Jarmark sie był odbywał. Ludziska przybyli tłumnie, coby jadła , napojów i pamiatek regionalnych nakupić. Niewidka zazwyczaj sie z dala od takich imprez trzymała, ale w tym roku za namową Mutter i Małej Mi udała się na zwiedzanie i nawet "idioten kamera" zabrała, żeby ten fakt uwiecznić.
Oto co szklanym oczkiem zobaczyła:
panów rycerzy
Ale od początku:
w mojej mieścinie jak co roku Jarmark sie był odbywał. Ludziska przybyli tłumnie, coby jadła , napojów i pamiatek regionalnych nakupić. Niewidka zazwyczaj sie z dala od takich imprez trzymała, ale w tym roku za namową Mutter i Małej Mi udała się na zwiedzanie i nawet "idioten kamera" zabrała, żeby ten fakt uwiecznić.
Oto co szklanym oczkiem zobaczyła:
panów rycerzy
szlachetne damy z instrumentami
damy z Litwy
chlebek prosto z pieca (plus dowolne dodatki, my miałysmy
pieczarkowy z cebulką)
mięsa wszelakie (Mutter zachwycona próbowała wszystkiego,
Mała Mi i Niewidka zajadały chlebek :)
napoje tez były - tu zakwasy i nalewki rozmaite, ale potem...
jezusicku jakie to mocne!
Niewidka po kilku rundach wokół ulicy (i paru odwiedzinach na straganie u góry) myslała, ze juz nic ciekawego nie zobaczy (a i zdolnosc percepcji troche tak jakby kulała dzięki napojom różnym), aż tu nagle...
ło matko! (tu Niewidka prawie mdleje, bo jest na widok
motorów bardzo wrażliwa - po Tatusiu to ma)
teraz rozpoczyna sie u Niewidki proces ślinienia...
zaparkować takie cudo przy koszu na smieci to profanacja!
i jest tylko jedno ale: szkoda że to Honda a nie Harley
(no ja to mam wymagania, nie? :)
Jarmark był całkiem, całkiem. Nawet parę bardzo gotycko odzianą zobaczyłam, co mnie podniosło na duchu :) bo tak mało ich w mojej mieścinie na ulicach, a szkoda.
W przyszłym roku tez pewnie porobie fotki.
W niedziele zaś znowu bylismy na wiosce i Piesiul patrolował teren:
A potem był fatalny poniedziałek (miałam ochote mordować), wtorek jeszcze gorszy (może kupie cyjanek?), dzisiaj powoli sie wyrównuje i byle do piątku :)
O, a wczoraj to pierwsze kasztany na spacerze z Piesiulem znaleźlismy!
Jesień przyszła, nie ma na to rady.
poniedziałek, 29 sierpnia 2011
Bad monday
W weekend było fajnie: wybylismy z Piesiulem na wies głęboką i się bestia wybiegał za wszystkie czasy (czyli tak na jakis tydzień mu starczy, albo mniej) Skutek tego taki, że wrócił w nastroju bojowym i próbował z balkonu rozpedzic towarzystwo tłukące się pod taką jedna mordownią (jak mawia moja Mutter) co to ja mamy w bramie pod samymi oknami. W sumie to ja sie mu nie dziwię, bo sama kilka razy koło 4-5 rano miałam ochote wyjśc z siekierką albo gazem. Mutter mnie powstrzymała, postawiła przed lustrem i pokazała, ze na 2m wzrostu i brak karku jakos nie wygladam, wiec powinnam wrócić do wyrka, załozyć słuchawki i sobie coś odpowiednio głosno puścic, najlepiej ein zwei Rammstein.
Policja i Straż Miejska powiadomione, zeby nie było, wielokrotnie ale bez efektu. A jak zgłosilismy do takiego urzędu odnosnego to jeden mądrala powiedział, że zawsze możemy sie wyprowadzić - noż wtedy to miałam mord w oczach normalnie.
Tak wiec u nas wieczorami to fajnie jest od czwartku do soboty .W niedziele zapewne trzeźwieją, no i poza wakacjami to wiekszośc klienteli idzie pewnie do szkoły w poniedziałek bo srednia wieku to tak na oko panie od 13-14 do max. 20, a panowie to raczej starsi, może od ok. 16 w górę. Może jednak mnie sie tylko tak wydaje i oni wszyscy to już cieżko pracuja, a od czwartku to sie tak zwyczajnie troche odprężają, no w swoim stylu bardziej, czyli bez rozróby nie ma zabawy? i tylko ja jakaś nie kumata jestem? Albo za stara, zeby pojać głebię tej formy zabawy? O jtak, to pewnie to!
Mutter mówi, ze właściwie to juz nie musi ogladac tv, bo W11 i Dedektywów to ona ma na żywo.
Ale cały wydźwiek tej sprawy jest raczej smutny, bo ludzie powoli przestaja reagować i gdyby kogoś rzeczywiście zabili, pobili na śmierć lub zgwałcili (choc nie jestem pewna, czy tego już tam nie było)
to nikt juz by nie zgłosił. Nie ma ofiary lub trupa to nie ma sprawy, niestety.
Noc z soboty na niedziele była wiec raczej "radosna".
A w niedziele powróciła ta franca migrena, żeby o sobie przypomnieć. No jakos się za nią nie steskniłam, dziwne?
Ledwo wiec sie doczołgałam dzisiaj do kołchozu, naćpana przeciwbólowymi, a juz sie okazało, że przez wiekszośc dnia bede wygladac tak:
próbując przekazać ogółowi, ze sie k....... mac o pewnych rzeczach myśli choć tydzień przed promocją, i ze ja dzisiaj to sama jestem i mam tylko dwie ręce i tak dalej.
Ale nie krzyczałam, o nie, tylko udajac spokój (Zen kurwa, Zen), zrobilam swoje. Noż cudem chyba.
Teraz marzy mi sie tylko to:
Policja i Straż Miejska powiadomione, zeby nie było, wielokrotnie ale bez efektu. A jak zgłosilismy do takiego urzędu odnosnego to jeden mądrala powiedział, że zawsze możemy sie wyprowadzić - noż wtedy to miałam mord w oczach normalnie.
Tak wiec u nas wieczorami to fajnie jest od czwartku do soboty .W niedziele zapewne trzeźwieją, no i poza wakacjami to wiekszośc klienteli idzie pewnie do szkoły w poniedziałek bo srednia wieku to tak na oko panie od 13-14 do max. 20, a panowie to raczej starsi, może od ok. 16 w górę. Może jednak mnie sie tylko tak wydaje i oni wszyscy to już cieżko pracuja, a od czwartku to sie tak zwyczajnie troche odprężają, no w swoim stylu bardziej, czyli bez rozróby nie ma zabawy? i tylko ja jakaś nie kumata jestem? Albo za stara, zeby pojać głebię tej formy zabawy? O jtak, to pewnie to!
Mutter mówi, ze właściwie to juz nie musi ogladac tv, bo W11 i Dedektywów to ona ma na żywo.
Ale cały wydźwiek tej sprawy jest raczej smutny, bo ludzie powoli przestaja reagować i gdyby kogoś rzeczywiście zabili, pobili na śmierć lub zgwałcili (choc nie jestem pewna, czy tego już tam nie było)
to nikt juz by nie zgłosił. Nie ma ofiary lub trupa to nie ma sprawy, niestety.
Noc z soboty na niedziele była wiec raczej "radosna".
A w niedziele powróciła ta franca migrena, żeby o sobie przypomnieć. No jakos się za nią nie steskniłam, dziwne?
Ledwo wiec sie doczołgałam dzisiaj do kołchozu, naćpana przeciwbólowymi, a juz sie okazało, że przez wiekszośc dnia bede wygladac tak:
próbując przekazać ogółowi, ze sie k....... mac o pewnych rzeczach myśli choć tydzień przed promocją, i ze ja dzisiaj to sama jestem i mam tylko dwie ręce i tak dalej.
Ale nie krzyczałam, o nie, tylko udajac spokój (Zen kurwa, Zen), zrobilam swoje. Noż cudem chyba.
Teraz marzy mi sie tylko to:
No chyba mi sie należy, co nie?
piątek, 26 sierpnia 2011
Padłam
W dniu dzisiejszym ogłaszam, że padłam!
Jest za goraco, za duszno, ludzie mnie wnerwiają i takie tam. Efekt tego taki, że jestem totalnie padnięta.
Ale pocieszam sie, ze jeszcze 2 godzinki i spacer z Piesiulem a potem Nana od 1 do 30 odcinka non stop (wiem, mam swira :) Jutro dalsze : od 31 do 47, bo to bardzo długie draństwo jest :)
A drogę do domciu mam ładną, prawda?
Obym sie do domciu doczołgała i nie spotkała na spacerze z Piesiulem pewnych "Mocno Nielubianych Kolegów" co chodza bez smyczy i kagańca, a są z gatunku tych bardziej bojowych.
Za to koleżanki to my lubimy, choć one Piesiula chyba bardziej niz on, no cóż...
Jest za goraco, za duszno, ludzie mnie wnerwiają i takie tam. Efekt tego taki, że jestem totalnie padnięta.
Ale pocieszam sie, ze jeszcze 2 godzinki i spacer z Piesiulem a potem Nana od 1 do 30 odcinka non stop (wiem, mam swira :) Jutro dalsze : od 31 do 47, bo to bardzo długie draństwo jest :)
A drogę do domciu mam ładną, prawda?
Obym sie do domciu doczołgała i nie spotkała na spacerze z Piesiulem pewnych "Mocno Nielubianych Kolegów" co chodza bez smyczy i kagańca, a są z gatunku tych bardziej bojowych.
Za to koleżanki to my lubimy, choć one Piesiula chyba bardziej niz on, no cóż...
środa, 24 sierpnia 2011
Podglądaczka
Tak, jestem podgladaczką. Od dłuższego czasu czytuję kilka fajnych blogów ale jakos tak brak mi śmiałości, żeby cos napisac. Dzisiaj znowu odwiedziłam jeden z nich i aż mi się ciepło zrobiło na serduchu - moje ukochane Zakopane i okolice, tak do nich tesknie, bo odkąd nie ma mojego Taty nigdy tam nie wróciłam. Kiedys jeździliśmy co lato, a nawet zimą czasem, a teraz...
Dlatego zazdroszczę Yomosie i jego Meżowi że znowu są w tych okolicach. Ale to zazdrość pozytywna, no i fajne macie zdjecia :)
Moze kiedys znajde jakąś przyjazną kwaterę, gdzie przyjmą mnie i mojego Inuszka (taka ksywka na potrzeby blogowe, ale blisko prawdy)
Tylko jak on przetrwa podróż pociagiem? Może autobus lepszy? No ale mam czas do nastepnych wakacji, sie pomyśli.
A oto Inuszka:
Dlatego zazdroszczę Yomosie i jego Meżowi że znowu są w tych okolicach. Ale to zazdrość pozytywna, no i fajne macie zdjecia :)
Moze kiedys znajde jakąś przyjazną kwaterę, gdzie przyjmą mnie i mojego Inuszka (taka ksywka na potrzeby blogowe, ale blisko prawdy)
Tylko jak on przetrwa podróż pociagiem? Może autobus lepszy? No ale mam czas do nastepnych wakacji, sie pomyśli.
A oto Inuszka:
Ma tylko jedną wadę: dużo szczeka skubaniec :) Ale wygląda jak pluszaczek!
Miłych wakacji tym, co wypoczywaja i spokojnej pracy tym, co jak ja, niestety juz po urlopie :(
Pozdrawiam wszystkich, których podgladam i obiecuje poprawe w przyszłości, tzn. ze jakis komęt naskrobie albo cuś...
Zmiany
Tak, postanowiłam, że czas na zmiany na tym blogu.
Bedzie mniej gadania a więcej tego co kocham i robie.... czyli głównie zdjecia, no moze troszke szkiców.
Po odejsciu z pewnego portalu zostało mi pare plików i pewnie je tutaj sukcesywnie umieszczę.
Ale spokojnie, jakiś komentarz tez do nich będzie.
A jak mnie coś wnerwi, to też napiszę, bo ja to czasem taki mam wkurw na maxa, ze gdzies to muszę wywalic, nieprawdaż?
Było o zdjątkach, wiec na pierwszy ogień idzie to, co widze z okna (tak troche w klimacie tej burzy co teraz szaleje w mojej wiosce)
Mam taką słabośc do przeciemnionych zdjęć niestety :)
A, no i sobie nawet zdjątko profilowe zmieniłam, raz kozie smierć!
Bedzie mniej gadania a więcej tego co kocham i robie.... czyli głównie zdjecia, no moze troszke szkiców.
Po odejsciu z pewnego portalu zostało mi pare plików i pewnie je tutaj sukcesywnie umieszczę.
Ale spokojnie, jakiś komentarz tez do nich będzie.
A jak mnie coś wnerwi, to też napiszę, bo ja to czasem taki mam wkurw na maxa, ze gdzies to muszę wywalic, nieprawdaż?
Było o zdjątkach, wiec na pierwszy ogień idzie to, co widze z okna (tak troche w klimacie tej burzy co teraz szaleje w mojej wiosce)
Mam taką słabośc do przeciemnionych zdjęć niestety :)
A, no i sobie nawet zdjątko profilowe zmieniłam, raz kozie smierć!
środa, 30 marca 2011
Wiosna
Dzisiaj dotarło wreszcie do mnie, że zaczęła się wiosna.
Oczywiście pogodowo było to dla mnie widoczne od kilku dni, ale dzisiaj wreszcie zobaczyłam naprawdę wiosennego człowieka. W sensie modowym oczywiście, bo nie liczę tych panienek w niebotycznych szpilkach kupionych gdzieś na rynku, w których gdyby nie podpora w postaci osobnika płci męskiej, to zapewne padłyby po kilku krokach (wiem, są takie, co potrafią w tym chodzić, ale ich na ulicy nie spotkałam, mój pech).
Jednak ja nie o tym.
Wiosna objawiła mi się w sklepie, przy kasie, gdy nabywałam właśnie zapas kofeiny w postaci płynu do czyszczenia rur (w skrócie Cola Zero). Tym razem wiosennym zwiastunem był miły pan, czekający w tej samej kolejce. Jakis czas temu przestałam wierzyć, że tego rodzaju ludzie chodzą po ulicach mojej wioski, ale teraz wiara mi wróciła.
Ten cudownie zielony wiosenny szalik w zestawieniu z odzieniem wierzchnim (to był albo wiosenny płaszcz albo rodzaj dłuższej marynarki, no nie mogłam się tak gapić przecież!) w odpowiednio dobranej ciemnej szarości. Jeszcze do tego szara duża torba i nawet reklamówka zielona. Coś pięknego!
Dlaczego ja nie mogę co tydzień widywać takich ludzi? Albo częściej?
Ech, mam wymagania....
Jednak dobre chociaż to, że wiosenny pan poprawił mi mój padnięty w dniu dzisiejszym humor.
Znowu zasuwam 12 godzin, ale przynajmniej jak padnę na pysk to z uśmiechem.
Jak znam siebie, to zapewne jeszcze przed snem zapuszczę sobie "Samotnego mężczyznę" żeby się utrzymać w dobrym, modowym, nostalgicznym nastroju (lubię ten film, a obrazki są jego dużym atutem)
I to by było na tyle.
Oczywiście pogodowo było to dla mnie widoczne od kilku dni, ale dzisiaj wreszcie zobaczyłam naprawdę wiosennego człowieka. W sensie modowym oczywiście, bo nie liczę tych panienek w niebotycznych szpilkach kupionych gdzieś na rynku, w których gdyby nie podpora w postaci osobnika płci męskiej, to zapewne padłyby po kilku krokach (wiem, są takie, co potrafią w tym chodzić, ale ich na ulicy nie spotkałam, mój pech).
Jednak ja nie o tym.
Wiosna objawiła mi się w sklepie, przy kasie, gdy nabywałam właśnie zapas kofeiny w postaci płynu do czyszczenia rur (w skrócie Cola Zero). Tym razem wiosennym zwiastunem był miły pan, czekający w tej samej kolejce. Jakis czas temu przestałam wierzyć, że tego rodzaju ludzie chodzą po ulicach mojej wioski, ale teraz wiara mi wróciła.
Ten cudownie zielony wiosenny szalik w zestawieniu z odzieniem wierzchnim (to był albo wiosenny płaszcz albo rodzaj dłuższej marynarki, no nie mogłam się tak gapić przecież!) w odpowiednio dobranej ciemnej szarości. Jeszcze do tego szara duża torba i nawet reklamówka zielona. Coś pięknego!
Dlaczego ja nie mogę co tydzień widywać takich ludzi? Albo częściej?
Ech, mam wymagania....
Jednak dobre chociaż to, że wiosenny pan poprawił mi mój padnięty w dniu dzisiejszym humor.
Znowu zasuwam 12 godzin, ale przynajmniej jak padnę na pysk to z uśmiechem.
Jak znam siebie, to zapewne jeszcze przed snem zapuszczę sobie "Samotnego mężczyznę" żeby się utrzymać w dobrym, modowym, nostalgicznym nastroju (lubię ten film, a obrazki są jego dużym atutem)
I to by było na tyle.
wtorek, 15 marca 2011
Początek roku
No dobra, dawno mnie tu nie było, fakt.
Ja jednak to taki nowicjusz w blogosferze jestem i nawet nigdy pamiętnika nie pisałam, więc co się dziwić.
Czy cos się działo? Działo się, a i owszem. Po raz pierwszy w moim starczym życiu (ostatnie sobota karnawału 2011) nawiedziłam klub taki jeden, na literkę N jest nazwa (kto z Litzmanstadt ten wie) i... ubawiłam sie jak nigdy! Mimo, ze mnie migrena ciężka brała, a kolejne drinki ("błagam, tylko coś z miętą!") jakoś nie pomagały, cud nastał po czwartym i dawce Validolu - jak ręką odjął. Do prawie 2 rano bawiłam się na soczku only :) Bylo fajnie, ten typ muzy ktory tam leci pozwala mi zapomnieć o wszystkim i się zresetować. Pub na górze fajny, chyba nawet solo tam czasem zajdę, jak mnie życie powali na łopatki, bo tanie drinki do 21-ej kuszą, a w miejscu blisko wodopoju to nawet sobie można całkiem spokojnie posiedzieć (jak komu muza nie pasuje, to od czego komórka i słuchawki?) I tylko jeden taki moment miałam, jak sobie na tę dzieci w pubie popatrzyłam - czy ja to już przypadkiem nie jestem muzeum?
Ale drink (sztuk dwie) i kawusia oraz zejście na dół i przegląd towarzystwa utwierdziły mnie w przekonaniu, że na nocne życie nigdy nie jest za późno.
Tak, ale to było jakeś 2 tygodnie temu, no.
A dzisiaj drugi dzień z rzędu siedzę w robocie 10 godzin i kurna końca nie widać...
Matka tęskni, piesiul wyje a ja w robocie... no do dupy to wszystko!
Jutro będzie lepiej?
No kurna, mam nadzieję.
Ja jednak to taki nowicjusz w blogosferze jestem i nawet nigdy pamiętnika nie pisałam, więc co się dziwić.
Czy cos się działo? Działo się, a i owszem. Po raz pierwszy w moim starczym życiu (ostatnie sobota karnawału 2011) nawiedziłam klub taki jeden, na literkę N jest nazwa (kto z Litzmanstadt ten wie) i... ubawiłam sie jak nigdy! Mimo, ze mnie migrena ciężka brała, a kolejne drinki ("błagam, tylko coś z miętą!") jakoś nie pomagały, cud nastał po czwartym i dawce Validolu - jak ręką odjął. Do prawie 2 rano bawiłam się na soczku only :) Bylo fajnie, ten typ muzy ktory tam leci pozwala mi zapomnieć o wszystkim i się zresetować. Pub na górze fajny, chyba nawet solo tam czasem zajdę, jak mnie życie powali na łopatki, bo tanie drinki do 21-ej kuszą, a w miejscu blisko wodopoju to nawet sobie można całkiem spokojnie posiedzieć (jak komu muza nie pasuje, to od czego komórka i słuchawki?) I tylko jeden taki moment miałam, jak sobie na tę dzieci w pubie popatrzyłam - czy ja to już przypadkiem nie jestem muzeum?
Ale drink (sztuk dwie) i kawusia oraz zejście na dół i przegląd towarzystwa utwierdziły mnie w przekonaniu, że na nocne życie nigdy nie jest za późno.
Tak, ale to było jakeś 2 tygodnie temu, no.
A dzisiaj drugi dzień z rzędu siedzę w robocie 10 godzin i kurna końca nie widać...
Matka tęskni, piesiul wyje a ja w robocie... no do dupy to wszystko!
Jutro będzie lepiej?
No kurna, mam nadzieję.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)






























